
Próba dźwięku dla kapeli to sprawa niezwykle istotna przed koncertem. Różne kapele różnie sobie z tym radzą. Różnie bywa nawet z tymi "wielkimi". Zdarzają się młode kapele, które podchodzą do swojego czasu na próbę dużo bardziej profesjonalnie, niż tuzy muzycznej sceny. A wiadomo - kto nie "gwiazduje", ten ma lepiej. Dlaczego?
Od kuchni próby mogą wydawać się chaotyczne i męczące, w praktyce są jednak niezbędne. Zależy, jak na to spojrzeć. Jak próbę widzi muzyk, a jak - szef sceny. O próby właśnie postanowiliśmy zapytać ludzi, którzy "zjedli na tym zęby". Po jednej stronie - muzyk, basista, wokalista, kompozytor Jacek Bryndal, po drugiej - również muzyk, basista, perkusista, szerzej znany jako odwieczny szef sceny Przystanku Woodstock Witek Albiński.
Czym dla kapeli jest próba przed koncertem?
Jacek Bryndal: Próba, przed każdym koncertem, jest zapoznaniem się z warunkami akustycznymi panującymi na scenie, sprawdzeniem instrumentów i wzmacniaczy po podróży, zapoznaniem się z ekipą nagłaśniającą.
Witek Albiński: To zależy dla jakiej kapeli. Próby należy rozróżnić na te bez udziału muzyków to, line check, czyli sprawdzenie "przelotów" i odsłuchów. Taka próba odbywa się bez grania, tylko technicy (najczęściej muzycy byli lub czynni) sprawdzają, czy wszystko słychać. Natomiast próba z udziałem całego zespołu to co innego. Uważam, że zawodowy line check często wystarczy. Tak robią zawodowcy, ponieważ mają dostatecznie dobrych dźwiękowców i jednocześnie muzyków, którzy wszystko sprawdzą, a Zespół wejdzie na gotowe.:)
Na co zespół powinien zwrócić podczas próby szczególną uwagę?
Witek Albiński: Przede wszystkim na odsłuchy i na to, aby być sprawnym na próbie, nie ćwiczyć kawałków, bo to trzeba ograć w kanciapie. Ważna jest też dobra współpraca z ekipą dźwiękową z jednoczesnym wyegzekwowaniem swoich spraw.:) Trzeba być PUNKTUALNIE na próbie – czyli najlepiej godzinę przed próbą i już wszyscy Cię lubią.:)
Jacek Bryndal: Faktycznie odsłuchy dla muzyka to podstawa! Ale istotna jest także wielkość sceny (podczas koncertu zazwyczaj scena jest wypełniona mrugającymi światłami i warto wiedzieć w jakich rejonach można skakać żeby nie spaść ze sceny lub nie przestawić mikrofonów podstawionych pod paczki. To oczywiście nie dotyczy muzyków prezentujących ruch sceniczny a la Bill Wyman ze Stonesów :-) )
Co zrobić, gdy na próbę jest mało czasu, jakie macie na to patenty?
Witek Albiński: Line check!
Jacek Bryndal: ...to się nazywa granie po amerykańsku, czyli na chwilę przed występem sprawdzasz z nagłośnieniowcem tzw. przeloty, kiedy kapela jest pewna, że każdy instrument pojawia się na przodach, najlepiej jest zacząć koncert kawałkiem, w którym najpierw pojawiają się bębny potem dochodzi bas, potem wiosło itd. W ten sposób realizator dźwięku może po kolei zająć się choć przez chwilę każdym instrumentem i zapanować nad proporcjami. Odsłuchy robi się w trakcie sztuki pokazując na siebie lub kumpla z zespołu, potem na wybrany odsłuch, a na końcu unosi się w górę lub opuszcza w dół kciuk. Najczęściej i tak pierwszy kawałek jest do d... na przodach, a przy mniej doświadczonych dźwiękowcach - nawet pół koncertu.
Jak wyglądają próby przed koncertami na Przystanku Woodstock?
Witek Albiński: (śmiech) Różnie! Zawsze jednak staramy się, żeby wszyscy byli zadowoleni, nawet ci najbardziej upierdliwi.
Jacek Bryndal: Pełna profeska choć czasami trzeba było przekonywać nagłośnieniowców do swojej wizji brzmienia, bo niektórzy z nich myślą, że pozjadali wszystkie rozumy i najlepiej jakby wszyscy brzmieli jak Papa Dance.
Witek. Twoja najtrudniejsza woodstockowa próba?
Witek Albiński: Nie pamiętam.:) Zawsze ta gdy zespół się spóźnia!!!
A najzabawniejsza?
Witek Albiński: Próby to "krwi koryto" czyli walka z czasem, przeciwnościami technicznymi losu i najczęściej spore zmęczenie po koncercie, który zakończył się poprzedniego dnia około 3 w nocy, więc raczej mało kto ma ochotę na zabawę. I przyznam szczerze, nie pamiętam zabawnych sytuacji podczas prób lub po prostu zapomniałem.
Jacek, powiedz, jak wyglądała próba przed tegorocznym koncertem na festiwalu w Opolu?
Jacek Bryndal: Było krótko i na temat, jako jedna z niewielu kapel zrezygnowaliśmy z różnego typu odsłuchowych dopalaczy, które nam proponowano, np. odsłuch w uchu. Jak się okazało świetnie na tym wyszliśmy, bo niektóre kapele narzekały, że podczas "wykonu" było coś nie tak! Choć może to bardziej się kłania przysłowie o baletnicy w wypadku tych narzekających?
Jeszcze jedno pytanie do Witka: Co zrobić, gdy backline nie zgadza się z wysłanym riderem? Bo takie sytuacje się zdarzają i z tego trzeba jakoś wybrnąć
Witek Albiński: Wydaje mi się, że zawsze należy być przygotowanym na wszystko i zabezpieczonym. Oczywiście co innego backline dla gitarzysty, a co innego dla perkusisty. Gitara zawsze własna - czyli instrument, a co ma powiedzieć perkusista? Przecież on swoich gratów nie będzie wstawiał na scenę. Przyznam szczerze, ze nie spotkałem się na festiwalach na których pracuje takiej sytuacji, że czegoś brak. No chyba, że jakichś drobiazgów, np zasilacza na 110V - system amerykański. Ale takie zasilacze to zawodowe ekipy od backline maja zawsze. Fakt, ale w sytuacji, gdy nie ma zgodności z riderem, to kiepska sprawa. To też kwestia jakiego gitarzysta uzywa wzmacniacza, a perkusista stopy, czy werbla. Dlatego, jeśli muzyk ma własne, wyjątkowo oryginalne i nietypowe brzmienie to niech ma sprzęt ze sobą. Inna rzecz, że w riderze wszystko powinno byc dokładnie opisane. Mam na myśli back line.
O czym zatem młody zespół powinien pamiętać, przychodząc na próbę przed koncertem?
Witek Albiński: Żeby być punktualnie, trzeźwo i nie stroić fochów. Nie gwiazdować. Być w pełni zawodowym.
Jacek Bryndal: Dobra słyszalność własnego instrumentu i pozostałych muzyków to podstawa udanego występu, można się wtedy skupić na tym, żeby fajnie zagrać, a nie na tym żeby się nie wyłożyć
Rozmawiał: Darek Krawczyk
Porady
Komentarze
Ale cały czas pamiętam ten stres przed pierwszym koncertem
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.