
To jest naprawdę dobrze zagrany i nagrany materiał. Choć jeszcze przed masteringiem. Ale potencjał w tym przeogromny. Słychać tu echo lat 80′, choć oczywiście uwspółcześnione. Numer po numerze Chorzy Na Odrę udowadniają, że mają pomysł na każdą pieśń. Mieści się to w pewnych aranżacyjnych ramach, słodko brzmi szczególnie oldschoolowy klawisz. Całość natomiast to prezentacja znakomitego muzycznego warsztatu, bez popisów improwizacyjnych, karkołomnych solówek czy morderczego jodłowania. Po prostu piosenki. Nawet nie silę się na zaklasyfikowanie tej muzyki do jakiegokolwiek nurtu. Wyjdźmy z prostego podziału na muzykę dobrą i złą. Chorzy Na Odrę mieszczą się w całości w tej pierwszej kategorii. Mamy pięć utworów, w których wszystko zasuwa, jak w dobrym, angielskim parowozie. Naprawdę fajnie.
A w warstwie lirycznej…? Niespodzianka! Przewrotnie, z fantazją (choćby „cytaciki” w „Co się stało z polską piłką” a to z Varius Manx, a to z Wilków, a to z przebogatej spuścizny metajęzyka komentatorów sportowych;-). Takich słownych wycieczek, takiej żonglerek językowych w tych pięciu pieśniach Olek Różanek pomieścił naprawdę sporo. Co ciekawe – to wszystko ma sens, to wszystko ładnie się klei i ze sobą, i do muzyki. Wokalista piszący sam sobie teksty to w sumie żadna nowość. Wokalista piszący sobie dobre teksty – to już zupełnie co innego, wszak to gatunek niemal na wymarciu. Tym bardziej, słuchając „Skończyliśmy się na Kill’em All” radzę na formę literacką uwagę szczególną zwrócić. Jeśli oczywiście doczekamy się pełnoprawnego albumu Chorych Na Odrę. Nie ukrywam, że na to liczę i ciekaw jestem bardzo kolejnych kompozycji. Dlaczego? Bo to jest po prostu fajne. Lekkie, dobrze przyprawione i ładnie podane. Przystawka więc smakowita. Czekam na danie główne.
Darek Krawczyk
Recenzje płyt
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.