
Borderline Personality Disorder - czyli pograniczne zaburzenie osobowości. To właśnie ukazuje się w Internecie po wpisaniu nieco przydługiej nazwy zespołu. Nie spodziewajcie się jednak żadnych tego typu psychosomatycznych atrakcji po przesłuchaniu tej płytki. Jedyne co wasz czeka to solidny ból karku, którego nabawicie się od machania głową.
Darujmy sobie wszelkie imponderabilia i przejdźmy od razu do konkretów. Debiutancka epka Borderline Personality Disorder z Bielska - Białej to kwadrans bezkompromisowego łojenia, walącego słuchacza między uszy niczym pięść Nikołaja Wałujewa. Szkoda tylko ze tak krótko - zespół prezentuje zaledwie trzy utwory. Zaskakuje sprawność techniczna muzyków, aż nie chce się wierzyć ze zespół powstał niecałe trzy lata temu. Doprawdy, strach się bać czego możemy oczekiwać po debiutanckiej płycie, skoro chłopaki już teraz prezentują taki poziom. Zespół na swoim profilu myspace, z głównych inspiracji wymienia Panterę, Lamb Of God, Devil Driver czy też naszego rodzimego Vadera. Coś w tym jest, aczkolwiek podobieństw do tej ostatniej grupy słychać tu najmniej. Muzycznie, BPD oscyluje w granicach zbrutalizowanego do granic możliwości death core'a, przechodzącego momentami niemal w techniczny death metal. Zespół praktycznie cały czas grzeje na wysokich obrotach, dopiero początek ostatniego utworu przynosi słuchaczowi chwilę wytchnienia. Mamy tutaj wszystko co potrzeba, by skutecznie wywołać potężny młyn pod sceną. Pokręcone, ale niezwykle nośne, grooviaste riffy, okraszone ciekawymi solówkami i wspomagane zawrotnie szybkim biciem podwójnej stopy. Aktywny bas, do tego wokalista operujący zarówno świetnym growlem jak i wrzaskiem. Umiejętności perkusisty to zresztą temat na osobną rozprawę - w fenomenalnej anihilacji swojego zestawu, może śmiało konkurować z największymi tuzami ciężkiego grania. Ja naprawdę nie mam więcej pytań - nowoczesny metal na niemalże światowym poziomie, do tego z całkiem udaną produkcją. Wszyscy maniacy takiego grania powinni zadać sobie trud dotarcia do tego zespołu i tej epki. Nie przewiduję rozczarowań.
Krzysztof Stachowiak
Recenzje płyt