
Powiem od razu, że ta 23 minutowa płytka potrafi zmiażdżyć. I robi to bez żadnych skrupułów.
Ale od początku, obejrzałem okładkę, swoim zwyczajem powąchałem całe wydawnictwo. Mroczny klimat, ascetyczne grafiki, no i już wiedziałem co mnie czeka. Tylko na jakim poziomie?
No cóż, zespół nagrał epkę, która godna jest stać na półce obok płyt Neurosis. Te trzy kawałki potrafią zapędzić mnie w kąt pokoju. A tak już zupełnie na serio, dostajemy post-metalowe/slugowe nagrania na światowym poziomie.
Pierwszy kawałek „Defibrylacja” na początek oczarowuje przepięknym intrem by za chwilę wybuchnąć potężną ścianą slugowego brudu. „Motylki” mieszają agresywne partie z wyciszeniami, przy czym te wszystkie radykalne zmiany wychodzą im naturalnie. Tak, jakby pozwalali płynąć muzyce przez ich palce, delikatnie tylko modelują formę. Niczym nieskrępowane, złe emocje zaklęte w melodie, których nie powstydzili by się Neurosis, Cult Of Luna, Blindead czy Obscure Sphinx.
Drugi numer nazwany przekornie (?) „Three” ma kompozycję klamrową. Pozwoliłem sobie użyć tego literackiego określenia gdyż idealnie oddaje to co dzieje się w tym kawałku. A dużo się dzieje, początek i koniec to kompletnie odjechane ciężkie brzmienia, natomiast środek powinien zainteresować każdego fana Opeth i miłośników post-rocka.
I na deser dostajemy instrumentalny „Imago”. Dorosłego owada, dojrzałe stadium (mam nadzieję, że nie ostatnie) i tutaj jest już nieco spokojniej. Czyżby dojrzewanie wiązało się z wolniejszym tempem?
Butterfly Tracjectory klonują muzykę tuzów gatunku? Nie, oczywiście, że nie. Słychać czym się inspirują, ale nie słychać już tej wtórności, nudy, która wylewa się z innych mniej udanych płyt.
Wygląda na to, że spotkałem płytę, która będzie mi towarzyszyć w tych mniej przyjemnych częściach życia. I dobrze. Trzeba mieć odtrutkę.
Filip Szyszkowski
Recenzje płyt