
„To jest kapela jazzowa, chyba nie kumasz jazzu. Jazz człowieku, nie rób wiochy” - jeśli pamiętacie pewną starą płytę Apteki, to zapewne kojarzycie tę charakterystyczną wstawkę w wykonaniu Kodyma. Cóż, wstyd się przyznać, minęło prawie 18 lat od wydania tamtej płyty a ja nadal niestety „nie kumam jazzu". Co nie znaczy, ze debiutancka płyta Imagination Quartet nie zrobiła na mnie wrażenia.
Wybaczcie drodzy czytelnicy, że ta recenzja nie będzie pisana z pozycji znawcy tematu, ale raczej zwykłego zjadacza rockowego chleba. W kręgu moich dźwiękowych zainteresowań, jazz pojawiał się raczej marginalnie. Co nie znaczy, że nie doceniam i nie szanuję. Ale do rzeczy. „IQ” to nie licząc epki, debiutancka płyta podobno niezwykle obiecującego, założonego w 2009 roku zespołu. No właśnie -istnieją zaledwie dwa lata a już zdążyli sobie wyrobić całkiem niezłą markę. Wsparcie kultowego pisma „Jazz Forum”, do tego rosnąca z dnia na dzień liczba koncertów i sympatyków. Ale wróćmy do samej płyty. Skromnie, ale estetycznie wydany digipak, zdominowany kolorystycznie przez różne odcienie zieleni. Otwieramy okładkę - w środku zdjęcie muzyków stojących na klatce schodowej, oczywiście zielonej i patrzących na...no właśnie, na co? Tego chyba się nie dowiemy. Bardzo długa to płyta - już otwierający ją „Diversions” trwa 10 minut a całość grubo ponad godzinę. Nazwa zespołu zobowiązuje - co jak co, ale wyobraźni i zgrania muzykom Imagination Quartet nie sposób odmówić. Dźwięki te ciężko nazwać stuprocentowym, klasycznym jazzem. Zresztą sam zespół przyznaje ze ich twórczość to swoisty "wulkan pomysłów", czerpiący z wielu inspiracji, dzięki czemu całość wymyka się jednoznacznemu szufladkowaniu. Free jazz? Fusion? Muzyka eksperymentalna? A może wszystko naraz? Mimo nowoczesnego podejścia do dźwięków, momentami słychać jednak sporo z klasyki gatunku. Zaskakująco dużo tu także typowo rockowej ekspresji, nie brakuje mocniejszych uderzeń w struny i bębny. Wrażenie robią zwłaszcza obsesyjnie, niemalże mantrowo powtarzane, narastające motywy, kojarzące się nieco z poszukiwaniami King Crimson. Słychać też ze zespół uwielbia bawić się kontrastami - chwile pozornego spokoju i skupienia, przeplata spontanicznymi wybuchami ekspresji. Z drugiej strony jednak, nie ma tutaj przesadnego napięcia ani poważnej atmosfery. Słychać że muzycy świetnie się bawią tym co robią i podchodzą do tego z odpowiednim dystansem, dowodem czego utwór pod wiele mówiącym tytułem "Yellow Snow". Czyżby swoisty hołd dla kwiatków św. Franciszka ? Nie, nie tego z Asyżu...myślę że wtajemniczeni wiedzą o co chodzi. Jeżeli już teraz nabraliście ochoty na poznanie twórczości Imagination Quartet, mam dla was dobra wiadomość - możecie przebierać na sklepowych półkach, ale wystarczy też odnaleźć zespól w serwisie iTunes. Oj, podobało się. Ładnie grali panie doktorze. Chyba czas w końcu skumać jazz.
Krzysztof Stachowiak
Recenzje płyt