Eliminacje 2012_2




Wywiady z zespołami "Chcemy obronić się muzyką" - wywiad z Erijef Massiv

 

Jest ich dziesiątka – dziewięciu muzyków plus manager Paweł, będący ważnym ogniwem w całym zespole. Erijef Massiv grają wspólnie od 2005 roku i choć występowali już na największych festiwalach w Polsce, wciąż nie wydali płyty. Co ciekawe, materiał na nią nagrywany był już dwa razy. O tym dlaczego tyle czasu czekamy na debiut, a także kto zainspirował ich do przejścia od hip-hopu w stronę dancehallu, przeczytacie w wywiadzie przeprowadzonym w redakcji Fabryki Zespołów.


Wasz skład liczy dziesięć osób. Afro Jax powiedział nam, że Afro Kolektyw jeżdżąc w trasy koncertowe pożycza busa od innych zespołów. Jak natomiast wygląda to w Waszym przypadku?

 

Paweł: Mamy milion różnych historii z tym związanych. Wiadomo, że kiedyś, gdy byliśmy początkującym zespołem staraliśmy się przycinać na kosztach. Jeździliśmy wówczas swoimi samochodami, co skończyło się tak, że dwa razy do Poznania wracaliśmy lawetą. Polecamy sprawdzić filmy w Internecie. Emocje były wówczas dość duże, bo czekaliśmy czasem nawet 5 godzin – od 2 do 7 rano. Obecnie wypożyczamy dziewięcioosobowego busa. Dochodzi do tego drugi samochód osobowy, który dogania resztę.

 

Macie duży problem przy tworzeniu nowych kawałków przez liczebność Waszego składu? Tyle osób, to mnóstwo pomysłów. Wiem, że już grając w piątkę często trzeba sporych kompromisów.

 

Fiołas: Na próbach padają bardzo często słowa „co za głupia demokracja” (śmiech). Zawsze mieliśmy problem z porozumieniem się co do niektórych elementów w kawałkach. Wszystko zależało od tego, kto przyniósł pomysł do utworów. Gdy najpierw powstawały słowa, za które jestem odpowiedzialny ja, albo Thomi B., wtedy mamy zazwyczaj jakąś wizję w głowie i mniej więcej wiemy jak chcemy żeby to brzmiało. Wtedy chłopakom na instrumentach dajemy wskazówki, że tu ma być stopa na raz, albo rzadziej. Z kolei z drugiej strony, czasem, gdy któryś z instrumentalistów przyniesie pomysł na kawałek, wtedy on ma większy wpływ na to, jak dany utwór wygląda. Jakiś czas temu mieliśmy kilka rozmów co do przyszłości zespołu i doszliśmy do wniosku, że nie może być stuprocentowej demokracji, bo jest nas zbyt wielu i często mamy różne zdania na niektóre tematy.

 

Gracie od ładnych paru lat, ale dopiero teraz wydajecie longplaya. Dlaczego tyle czasu Wam to zajęło? Zapowiadaliście, że będzie na początku jesieni. Czemu to się przedłuża?

 

Fiołas: Pierwsze deklaracje o płycie pojawiały się już w 2007 roku. Później stwierdziliśmy, że żadnych deklaracji nie będzie. Ta płyta zasadniczo była nagrywana już 3 razy. To jest 3 nasze podejście i miejmy nadzieję, że ostatnie… raczej na pewno ostatnie, bo jest już ona nagrana i czekamy tylko na mix i mastering. Inaczej jest, gdy cały zespół nagrywa wszystkie instrumenty w studio, a inaczej gdy posiada sample i beaty. Najpierw trzeba profesjonalnie nagrać perkusję. Wiadomo, że na początku chcieliśmy zrobić to jak najmniejszym kosztem. Siedzieliśmy więc w garażu. Całość wygłuszyliśmy i nagraliśmy całą płytę jeśli chodzi o bębny, po czym materiał wyrzuciliśmy do kosza. To był miesiąc wakacji, dzień w dzień po kilka ładnych godzin pracy bębniarza i osób, które to nagrywały. Stwierdziliśmy: „to co, że poświęciliśmy miesiąc, gdy ten materiał nas nie satysfakcjonuje”. Tak długo ćwiczyliśmy te kawałki, że mamy już ich dość. Ale nagraliśmy w końcu takie podsumowanie sześcioletniej działalności i jesteśmy z tego zadowoleni. Choć ta płyta nie odzwierciedla do końca tego, co gramy teraz. Obecnie posiadamy nowy materiał i jest on inny od tego, co znajdzie się na płycie, bo zespół przez te 6 lat ewoluował wraz z nami. Druga płyta będzie muzyką dojrzałego zespołu. Kawałki, które znajdą się na debiucie miały już ileś wersji w naszym wykonaniu. Mieliśmy jeden aranż, później ten aranż nam się przejadł i zmienialiśmy je dalej. W chwili, gdy nagrywaliśmy tę płytę, wycisnęliśmy z tych kawałków maksimum, a było to w zeszłym roku. Teraz jesteśmy bardziej doświadczeni i materiał powstający na kolejny krążek, to zupełnie inne podejście.

 

Mieliście okazję występować na wielu różnych festiwalach. Graliście na Open’erze, w Ostródzie, czy na Global Gathering. Bardzo różni odbiór Waszej muzyki przez te osoby?

 

Fiołas: Jest to raczej oczywiste. To trzy festiwale skierowane do zupełnie różnej publiki. Ostróda jest w stu procentach reggaeowo-dancehallowa i tam najłatwiej było nam znaleźć z kontakt z ludźmi stojącymi pod sceną. Natomiast jeżeli chodzi o Global Gathering było to dla nas wielkie zaskoczenie i bardzo chętnie skorzystaliśmy z tego zaproszenia. Niezapomnianym przeżyciem jest fakt, gdy o godzinie 18 grał zespół grający reggae. Ludzie nie wiedzieli co jest grane. Świeciło słońce, oni siedzieli sobie na trawie, a tam ekipa gra na żywo muzę. Co więcej, zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci. Warto przytoczyć ten sam festiwal w Wielkiej Brytanii. Tam alternatywnym artystą otwierającym tamtejszą edycję był Kanye West. Fajnie, że to się przełożyło też na Polskę i postawili na kogoś, kto gra alternatywę i że my byliśmy jako pierwsi.

 

W 2003, jeszcze jako skład hip-hopowy, wspólnie wydaliście nielegal. Jak wiemy są to płyty nagrywane na bardzo amatorskim sprzęcie i niewielkimi kosztami. Myślicie, że warto wydawać tego typu muzykę, która odbiega znacznie jakościowo od profesjonalnych produkcji?

 

Thomi B.: Zaczynając, zazwyczaj nie ma się dużych funduszy. Podobnie było z nami, gdy budowaliśmy swoje pierwsze studio w domu. Przynajmniej zawsze było miejsce, gdzie dało się nagrywać. Dzięki temu, z biegiem czasu można było ten sprzęt rozwijać i obecnie na tym na którym nagrywamy, spokojnie wszystko może zabrzmieć jak legal. Jest to kwestia mixu i masteringu. Jeżeli ktoś chciałby tworzyć coś związanego z muzyką, to musi to gdzieś nagrywać. Nie ma innej opcji żeby usłyszeć, jaki ma się głos, czy ma się odpowiednie flow. Tak naprawdę cały czas korzystamy w domu ze studia. Nie znaczy to, że nie nagrywamy w profesjonalnym studio. Nagrywając z zespołem postawiliśmy na profesjonalne brzmienie. Idzie odczuć różnicę, bo nagrywając w domu nigdy nie będzie brzmiało to tak samo, aczkolwiek da się wyciągnąć z tego coś, co będzie zadowalające.

 

Fiołas: W 2003 roku miałem 15 lat, Thomi 16. Wtedy ledwo nas było stać na mikrofon wart 400zł, który cały czas żyje i z niego korzystamy. To był Shure sm58 i założona na niego skarpeta. Cały materiał nagrywaliśmy w domu. To były fajne czasy, ale każdy z nas z czasem muzycznie dorastał i chciał lepszego sprzętu, lepszych bitów. Sprzęt stawał się bardziej dostępny, ponieważ każdy z nas zaczynał pracować i zbierać na to fundusze. Mogliśmy sobie pozwolić na wyłożenie większych pieniędzy na profesjonalne studio. Za najnowszą płytę w 100% płacimy z własnej kieszeni, a nie są to wcale małe pieniądze. Masterują i miksują ją najlepsi ludzie w Polsce, odpowiedzialni za płyty EastWest Rockers, Vavamuffin, czy Mariki. Chcemy mieć brzmienie z najwyższej półki, a zasada jest taka, że dopóki nie zapłacisz, nigdy go nie osiągniesz.

 

Thomi B.: Jest to naturalna kolej rzeczy. Zaczynasz od czegoś, żeby gdzieś tam się pokazać, a potem, gdy chcesz pokazać się jeszcze innej publice, wydajesz to jako legal. W ogóle płyta Erijefu może przecież wyjść jako nielegal i czy my ją wydamy normalnie, czy nie, tego nie wiemy. Nie mamy sami wytwórni i nie wiemy, czy jakąś znajdziemy.

 

Chciałem zobaczyć jak wygląda rider zespołu składającego się z 9 osób na scenie i natrafiłem na bardzo ciekawą informację. Wyraźnie podkreślacie, że nie korzystacie z mikserów marki Behringer, czy Tapco. Złe wspomnienia z nimi związane?

 

Paweł: To bardziej kwestia naszego akustyka, który nie przepada za cyfrowymi stołami. Są to jego stare reggaeowe zajawki. Pracuje na sprzętach analogowych, a to zdanie padło akurat kiedyś z jego ust. Wiadomo, że rider rzadko jest spełniony w stu procentach, ale gdy jedziemy na festiwal, czy koncert, to fajnie, by ktoś, kto to organizuje wiedział do czego chcemy dążyć.

 

Thomi B.: To też nie jest kwestia widzi mi się. Jeśli chodzi o reggae jest to niesamowita masa różnych efektów. Są różnego rodzaju pogłosy, efekty, reverby, delaye i tak naprawdę przez latencję nie jesteś w stanie tego ogarnąć na żywo na stole cyfrowym. Stąd chcemy korzystać z analogów, by nasz realizator mógł robić to, co potrafi najlepiej, a mając ograniczone ręce raczej mu nie wyjdzie.

 

Paweł: Akurat też nie do końca chodzi o kwestię latencji. Jestem informatykiem, więc patrzę na to od tej strony. Analogowy stół ma zawsze korekcję w tym samym miejscu.. Natomiast w cyfrze, wszystko może się zmienić za pomocą pojedynczego przycisku. To tak, jakby co chwilę dostawać inny system operacyjny w komputerze, przez co nie jesteś w stanie się tego nauczyć w pół godziny podczas próby. Odbija się to zawsze kosztem jakości dźwięki i brzmienia, które będziemy później mieli. O ile obsługa stołów cyfrowych jest prosta, to trzeba się jej nauczyć żeby wiedzieć co nacisnąć, co ma ci się gdzie przestawić, itd.

 

Zdarzało Wam się, że organizatorzy albo skłamali albo nie dopilnowali kwestii technicznych?

 

Fiołas: Nigdy nie zdarza się, że rider dotrzymywany jest w całości. Na wielkich festiwalach zawsze są stoły cyfrowe, ale tam też wygląda to inaczej. Mając 10 zespołów wszystko zapisuje się na presetach i ułatwia im to robotę. Rider stworzony jest pod nasz ideał. Oczywiście bardziej chcemy zagrać, niż gwiazdorzyć i jest parę rzeczy na które możemy przymknąć oko. Jest pewne minimum do którego nie zejdziemy, jak liczba kanałów, itd., itd. Na upartego możemy zagrać na klawiszach mono i zyskujemy wówczas dwa kanały. Fajnie jak instrumenty perkusyjne nagłośnione są z 4 mikrofonów, bo mamy ich tam parę. Są natomiast koncerty gdzie gramy z jednego, ale nasza muzyka nie traci na tym jakoś jakości.

 

Taniec odgrywa dużą rolę w Waszej muzyce?

 

Fiołas: Jest to pewna kultura. Dancehall oprócz tego, że jest muzyką, jest także tańcem. Cały czas się w tej kulturze obracamy, mamy znajomych tancerzy i tancerki, a kroki to normalna rzecz nie tylko w kawałkach, których słuchamy, ale też zwrotkach, które gramy na koncertach. Stąd podczas występów uczymy ludzi kroków dancehallowych. Robiliśmy to już w minionym roku, a teraz będzie tego coraz więcej, bo nasze zaplecze choreograficzne wciąż się rozwija. Docelowo warto żeby całe show zapięte było na ostatni guzik. Wymyślamy nawet swoje kroki, także polecamy odwiedzać nasze koncerty.

 

Poza robieniem muzyki i tańcem zajmujecie się też innymi rzeczami, Ty Fiołas pracujesz np. w radio. Czy znajdujesz ciekawe zespoły w swoim gatunku, które mógłbyś polecić?

 

Fiołas: Akurat radio w którym pracuję nie jest muzycznie związane z tym co robię, ponieważ puszczamy muzykę klubową. Jeżeli chodzi o polecenie zespołów, z tym może być akurat problem. Praca w radio fajne jest to o tyle, że nauczyła mnie szacunku do innych gatunków muzycznych. Wcześniej byłem zamknięty tylko i wyłącznie na czarne brzmienia – reggae, dancehall, hip-hop, a od czasu kiedy zacząłem pracować w tym radiu poszerzyłem swoje horyzonty muzyczne, zarówno jeśli chodzi o muzykę klubową, jak i elektroniczną, np. dubstep. Bardzo się z tego cieszę, bo w każdym gatunku muzycznym można znaleźć ambitne produkcje. Muzyka klubowa to nie tylko muzyka kryjąca się pod hasłem techno. To wiele różnych podgatunków. Uważam, że dla każdego można znaleźć coś ciekawego w każdym gatunku muzycznym.

 

Z kolei Ty Thomi jesteś realizatorem i posiadasz własne studio nagrań. Czy na początku warto inwestować we własny sprzęt, czy lepiej prosić o pomoc kogoś innego?

 

Thomi B.: Trzeba się zastanowić nad jedną ważną rzeczą. Czy ma to być tylko nagrywanie rapu i wokalu, czy całego zespołu. Jeżeli chodzi o pierwszą opcję, wystarczy kupić mikrofon pojemnościowy, kartę dźwiękową i możesz spokojnie robić to w domu. Jeśli chodzi o zespół… mówiliśmy już o tym. Metody prób i błędów są niby wskazane. Dzięki temu tak naprawdę wiemy, że już byśmy pewnych rzeczy nie powtórzyli. Lepiej od razu inwestować, może nie w najwyższą półkę, ale taką, która pozwoli uzyskać lepszy efekt, niż nagranie w domu. Można podpiąć gitarę i basy pod kartę dźwiękową, można na upartego nagrać bębny w garażu. Ale jaki będzie tego efekt?

 

Fiołas: Dobrze jest posiadać sprzęt w domu, ćwiczyć na nim i nagrywać próbki, a później wejść do studia i nagrać to w takiej wersji, jakiej się chce, będąc wcześniej przygotowanym.

 

Paweł: Kupiliśmy recorder audio żeby móc nagrywać każdą próbę. Wcześniej robiliśmy to na telefonach. Myślę, że każdemu dużo daje odsłuchanie próby po powrocie do domu. Podczas gry są zawsze emocje. Robimy nowy kawałek, jest pełno pomysłów i dopiero w domu, już na spokojnie każdy może to przesłuchać. Inwestycja kilkuset złotych w recorder daje bardzo dużo. Najpierw nagrywa się wówczas w słabej jakości dla własnej nauki, a później spokojnie można udać się do studia i zarejestrować to w dobrej jakości.

 

Polecacie korzystanie z managera?

 

Thomi B.: Mieliśmy tę specyficzną sytuację, że naszym managerem stał się nasz przyjaciel, więc zaufanie między nami było od początku. Bardzo nam to ułatwiło. Ja kogoś takiego polecam, a w szczególności zaufaną osobę…

 

Fiołas: Tak naprawdę nie wyobrażam sobie naszego zespołu bez managera, bo mamy tak nieogarniętą bandę, która często nie jest w stanie dobrze zgadać się z próby na próbę, nie mówiąc już o koncertach w różnych częściach Polski, gdzie zespół ma dojechać na daną godzinę, pojawić się w terminie na scenie, na próbie. Myślę, że byśmy bez niego tego wszystkiego nie ogarnęli tego. W naszym przypadku, gdyby managerem była osoba z zewnątrz pewnie nie bylibyśmy w stanie tego zaakceptować. Obserwujemy inne zespoły, które mają managerów spoza swojej ekipy i kręgu przyjaciół. Wtedy manager nigdy nie jest tak bardzo związany z zespołem i nie jest w stanie zrozumieć do końca muzyki, która powstaje. Paweł dzieli z nami pasję muzyczną. Choć nie gra w zespole, wkłada w niego tyle samo, co każdy inny grający, czy śpiewający. Manager z zewnątrz myśli raczej w kategoriach: „jak ten zespół najlepiej sprzedać? Jak zrobić, żeby on zagrał i ile z tego będzie dla mnie?”. U nas jest tak, że zespół nie zarabia. Nie płacimy sobie pieniędzy za próbę, ani granie. Zbieramy te pieniądze po to, by móc przeznaczyć je później na profesjonalną salę, studio i nagranie płyty, która najprawdopodobniej będzie później za darmo w sieci.

 

Paweł: Ważne jest, czy jest to firma, która ma pod sobą sto zespołów i jesteś jednym z tych stu, czyli nikim. A mieć managera dedykowanego, czyli kogoś, kto zajmuje się tylko tym zespołem, myśli tylko o tym zespole, jest bardzo ważne i daje dużo więcej.

 

Jak w ogóle przeszliście z rapu na dancehall?

 

Fiołas: Historia jest dosyć śmieszna, ale prawdziwa. Zaczynaliśmy od rapu, ale przypominam, że byliśmy wtedy cały czas nastolatkami. Wiadomo, wtedy gusta się zmieniają. Jak byłem mały słuchałem Guns’n’roses i Roxette, do czego ostatnio oficjalnie się przyznałem. Do dziś mam gdzieś głęboko schowane te kasety. Zaczynaliśmy wspólnie z Thomim od hip-hopu, a później pojechaliśmy na koncert Sean Paula. To było w Sopocie – jego pierwszy koncert w Polsce. Byliśmy tak zauroczeni tym koncertem i vibem z niego płynącym…

 

Thomi B.: Przyznaj się, że byłeś też zauroczony tancerkami.

 

Fiołas: No dobra, były cztery. Do dzisiaj pamiętam jak były ubrane. Gdy wróciliśmy do Poznania stwierdziliśmy, że chcemy robić coś weselszego. To nie może być rap o tym, jak to jest źle, jak szare są nasze kamienice, jak fajny jest Łazarz i jak wielu mamy ziomków. O tym cały czas możemy śpiewać, ale w trochę innym kontekście. Weselej, żeby też pokazać trochę pozytywnej perspektywy. Zaczęliśmy wówczas eksperymentować z muzyką, czego efektem była nasza elektroniczna EPka. Wszystkie bity tworzyliśmy wówczas na komputerze i to nie było jeszcze takie reggaeowo – dancehallowe. Od tego czasu zaczęliśmy grać z żywym bandem, który bardzo mocno rozwinął nas muzycznie. Są oni po szkołach muzycznych i z ogromną wiedzą.

 

Myślicie, że reggae i dancehall są medialnym gatunkiem muzycznym? W mediach ostatnio spodobali się Raggafaya, czy Kamil Bednarek.

 

Fiołas: Wszystko, co zresztą wszyscy wiedzą, zaczęło się od Kamila Bednarka. Moim zdaniem reggae nie jest medialną muzyką. Wiele osób skreśliło Kamila za to, że wystąpił w programie telewizyjnym. Zdania są podzielone. Sam nie chciałbym wypowiadać swojego oficjalnego na ten temat. Poznałem Kamila i wydaje mi się, że jest to w porządku gość. Gdy zdarza się to raz - ok, tylko jeżeli idzie teraz tam więcej zespołów i szukają swojej szansy, to jest już wymuszone. Jak mówiłem, jeżeli raz – ok. Ludzie zobaczyli co to jest reggae i jeżeli się spodobało, mogą brnąć w to głębiej. Może przez takiego Kamila ktoś dotrze np. do naszej muzy. Taką wersję jak najbardziej popieram. Jeżeli tą samą ścieżką idzie kolejnych piętnaście zespołów, to już nie jest fajne i kompletnie nie o to chodzi.

 

Paweł: Rozmawialiśmy też już na ten temat z zespołem i widać tu różnicę między marketingiem, a muzyką. My chcemy się obronić muzyką i nie chcemy, by szły w to z góry milionowe nakłady finansowe, które wkłada się w ten produkt i tak naprawdę nie ważne jest co grasz. Nie odnoszę się tutaj do wspomnianych przez Ciebie zespołów. Upraszczając. Jeżeli jesteś fajną laską, która się sprzeda – brniesz w to Dopracuje się coś tam, tu też się coś ulepszy. Ale przecież nie o to chodzi.

 

Fiołas: To może tak naprawdę zająć nam wiele więcej czasu albo nigdy się nie obronić. Jednak będziemy do tego dążyć żeby mieć szacunek za to, że wszystko zrobiliśmy sami. Kiedyś dostaliśmy zaproszenie do casting „Mam talent”. Przypadkowo jeden z researcherów usłyszał nas na przesłuchaniu do innego festiwalu. Zaprosił nas na casting, przyjechaliśmy z trzema samochodami sprzętu, mieliśmy przygotowany materiał, który chcieliśmy zagrać i dostaliśmy do podpisania umowę w której nie wszystko się nam podobało. Chcieliśmy, aby niektóre z nich zostały wykreślone, oni się na to nie zgodzili, więc spakowaliśmy się i pojechaliśmy do domu.

 

Wspomnieliście, że materiał wypuścicie najprawdopodobniej za darmo i w sieci. Nie jesteście wielkimi przeciwnikami piractwa?

 

Fiołas: Tak naprawdę w Polsce na płytach się nie zarabia. Koszty jakie ponieśliśmy przy nagraniu materiału sprawiają, że nie robi nam to aż tak dużej różnicy. Chcemy żeby nasza muzyka dotarła do jak największej liczby osób, a nie żeby leżała w Empiku i nikt jej nie przesłuchał.

 

Paweł: Nie do końca można jeszcze powiedzieć, że to w 100% będzie to darmowy materiał. Cały czas prowadzimy rozmowy i będziemy je jeszcze prowadzić. Wszystko okaże się, gdy będzie materiał i jak się dogadamy. A walka z piractwem? Bardziej poszedłbym w stronę iTunesów, gdzie sprzedaje się płytę za dolara, czy trzy. Wiadomo. Zmniejszając cenę, zwiększamy popyt.

 

Fiołas: Kawałki, które będą na płycie wielokrotnie graliśmy już na koncertach i ludzie znają już te numery. Chcemy, by było to bardziej podziękowanie dla ludzi słuchających nas już od jakiegoś czasu. Z kolei na drugiej będzie mieściło się coś zupełnie innego. Kawałków z niej nie będziemy wcześniej grali koncertowo i będzie to dla wszystkich totalne zaskoczenie.. Natomiast te z naszej pierwszej dajemy im w prezencie w ramach podsumowania naszej dotychczasowej działalności.

 

Pojawiliście się na albumie Potrafimy Zwyciężać. Jak doszło do Waszej współpracy z Fabryką Zespołów? Wcześniej interesowaliście się zagadnieniem powstania wielkopolskiego?

 

Paweł: Odezwał się do nas Paweł Boroń. Fabryka zrobiła plan, gdzie i w którym miejscu chce przekazać jakie emocje. Przyszliśmy na pierwsze spotkanie, później podyskutowaliśmy o tym na próbie i podjęliśmy wyzwanie.

 

Fiołas: Od samego początku wiadome było, że będzie to ambitniejsza produkcja z którą warto się zmierzyć i sprawdzić. Wydaje mi się, że każdy muzyk, robiąc projekty typu Potrafimy Zwyciężać, gdzieś się z tym identyfikuje i staraliśmy się oddać te emocje w naszym kawałku, które przedstawiały okres tuż po zwycięskim powstaniu. Zrobiliśmy to, co potrafimy robić najlepiej, czyli wesołe, reggaeowe granie. Jesteśmy mega zadowoleni z projektu, bo dał on nam spore doświadczenie. Nie tylko jeśli chodzi o warstwę tekstową, ale też mieliśmy przyjemność pojechać do studia Izabelin, gdzie mogliśmy zobaczyć jak wygląda to na profesjonalnym poziomie. Podłapaliśmy kilka kontaktów, a i muzycznie też się sprawdziliśmy.

 

Dzięki za wywiad!

 

Rozmawiali: Artur Kasprzyk i Jakub Sommerfeld

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Zespół

FZ tworzy:5132 zespołów
25660 muzyków
Dodaj zespółZnajdź zespół
 

Przeczytaj również...

Zapraszamy do lektury krótkiego wywiadu ze Zgredybillies                        
„To prawdziwy amerykański rock prosto z Warszawy. Jeden z tych zespołów, na których koncert wpadasz przypadkowo, a potem chcesz, żeby grali co tydzień” –...
Eris Is My Homegirl, to muzyczne objawienie ciężkiego grania z programu „Must Be The Music”.  Korzenie zespołu sięgają listopada 2008, lecz ...
Zapraszamy do lektury wywiadu z Romanem Bereźnickim - liderem grupy Lecter                      
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Dawidem Portaszem z zespołu Jafia Namuel                
O muzyce Neurasji trudno powiedzieć jako o muzyce konkretnego nurtu. To oryginalna, zmierzająca w kierunku rockowej alternatywy twórczość, na którą...
Zespoły, które składają się wyłącznie z przedstawicielek płci pięknej należą w naszym kraju do rzadkości.                 ...
Blindead – jeden z najważniejszych zespołów nie tylko krajowego post-metalu, zakończył niedawno promocję swojego ostatniego albumu "Afflliction XXIX II...
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z półfinalistą Eliminacji do Przystanku Woodstock.                  
Neuronia znowu wchodzi do studia. Zapraszamy do lektury wywiadu!                

Partnerzy

Przystanek Woodstock FestivalIzabelin StudioJedynka Polskie RadioINVESTcon GROUP S.A.OwsiakNet.pl - Portal Pozytywnych InformacjiFundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
Copernicus Center FundationESS AudioSalony Muzyczne RIFFPolsoundAplauz Audio

Współpracujemy z...

United VisionTABASCO - Event Marketing i Produkcja TelewizyjnaLion Stage ManagementFantom MediaG-Unit RecordsRadio PiKPepsi RocksPortal muzyków i realizatorów Realizator.plModern Rockserwis MuzaNowa.pl