
Na swojej stronie internetowej napisaliście, że Waszym celem jest robienie pieniędzy, spotykanie się z gwiazdami porno i przy okazji granie muzyki którą lubicie. To już codzienność, czy jeszcze daleko do realizacji tych marzeń?
Kroto: Spotykam się z gwiazdami porno, mam z nimi filmy. Z tym że one jeszcze nie wiedzą, że są gwiazdami porno.
Adi: Od naszych początków nic się nie zmieniło – nadal żyjemy iluzją i marzeniami, ale wcale nam to nie przeszkadza.
Często porównują Was do Limp Bizkit – na forach, w recenzjach. Nawet jeśli w recenzjach Was do nich nie porównują, to piszą o tych porównaniach. Jak do tego podchodzicie? Denerwuje Was to, traktujecie takie zestawienie jako komplement?
Kroto: (śmiech) Pewnie że takie porównania to pozytyw. To znaczy że ktoś jeszcze pamięta, że jest taki zespół jak Limp Bizkit. Jednocześnie oznacza to że ten ktoś zapomniał wymienić KoRn, Soulfly, Hed P.E, Machine Head i Beastie Boys ;)
Adi: Ja jako gitarzysta mogę powiedzieć, że w naszych ścieżkach jest straszny gnój zanim nie powstaje warstwa wokalna. Zdziwiłbyś się jaki tam jest ciężar. Wydaje nam się że zrobiliśmy coś naprawdę ostrego, a tu wjeżdża Kroto ze swoim wokalem i okazuje się że to Limp Bizkit.
Kroto: Każdy ma swoje odczucia. Ja uważam że to w ogóle nie jest podobne do Limp Bizkit. Jeżeli ktoś dostrzega podobieństwa to jego sprawa.
Adi: Oczywiście Limp Bizkit jest naszą inspiracją, kochamy ich. Chcieliśmy by pierwsza płyta brzmiała jak oni, druga też. Mamy także nadzieje że cztery kolejne będą brzmiały identycznie. Ale i tak się dziwię, że nas do nich porównują. To oczywiście sarkazm (śmiech).

A do kogo sami byście się porównali?
Adi: Wiesz co, to pytanie stare jak świat. Chciałbym odpowiedzieć: „każdy z nas ma swoje wpływy, jesteśmy niesamowicie wyjątkowym kolektywem”, ale tak naprawdę to gówno prawda. Kręcimy się wokół nu metalu, na nim się wychowaliśmy i to uwielbiamy. Musiałbyś rozgraniczyć poszczególne ścieżki i dopiero moglibyśmy powiedzieć: „to brzmi jak to, a tamto jak jeszcze coś innego ”. Jeśli wszystko połączymy to wychodzi jeszcze zupełnie coś innego.
Kroto: Inspirujemy się całym klimatem metalu i Hip-Hopu lat 90tych, nie poszczególnymi zespołami. Można w to wliczyć jeszcze na przykład Biohazard czy House of Pain. Nu metal to bardzo ogólne pojęcie.
Adi: Tych inspiracji u nas jest minimum osiem (śmiech). Zespołów które tworzą coś naprawdę wyjątkowego jest może z sześć na świecie, my tego nie robimy. Gramy po prostu to co jest dla nas fajne.
Graliście ostatnio w Rosji...
Kroto: Tak, to była najdziwniejsza i najlepsza podróż w moim życiu. Zrobiliśmy tam wiele głupot jak np. tatuaże z matrioszką i napisem „Hope” po rosyjsku. Byliśmy odrobinkę pijani. Dogadaliśmy się z kumplem, że razem się wytatuujemy, mimo że nie potrafimy tego robić. On mi wydziarał na stopie kwiatka, to jego pierwszy tatuaż. Ja mu wytatuowałem coś o wiele gorszego (śmiech)

A jak z koncertami w Rosji?
Kroto: To było coś niesamowitego. Przeżyliśmy 5000 kilometrów, godziny jazdy po bezdrożach, 5 godzin stania na granicy, gdzie musieliśmy pokazywać wszystko co wieziemy – od gitary do mikrofonu. Odległości między miastami wynosiły około 600 kilometrów. Graliśmy w mieście, w którym ludzie przed 18 rokiem życia po godzinie 22 muszą spadać do chaty. Koncert był w wielkim starym kinie, ludzi było naprawdę sporo... W Moskwie, Cheboksarach czy naszym ukochanym Smoleńsku ludzie nas dobrze znali, śpiewali z nami niektóre kawałki. Nie zapomnę nigdy uczucia gdy podczas koncertu w klubie PLAN B kilkaset osób śpiewało z nami „Poland - that's where i'm from”!!! :) Mamy to wszystko na kamerze i w odpowiednim czasie to wrzucimy.
Czyli jest tak jak napisał Paweł w recenzji na naszym portalu - w Polsce na Was narzekają i porównują z innymi zespołami, a za granicą Was kochają?
Kroto: Czytaliśmy tę recenzję będąc na najgorszym osiedlu w Moskwie, zdewastowani wódką i ruskim bongo i powiem Ci, że mieliśmy łzy w oczach. (śmiech) To prawda. Po koncertach w Rosji ludzie brali wszystko co mieliśmy, nasze ręczne rozpiski i kazali nam się na nich podpisywać. To był obłęd. Jadąc autobusem, zauważyliśmy ogromny baner ze zdjęciem naszego zespołu. W Czechach tak samo. W Japonii wydaliśmy płytę „Join the Gang”, która sprzedała się w kilku tysiącach egzemplarzy. W Polsce chyba tego nie dożyjemy.

Jak myślicie co jest tego przyczyną?
Adi: Moim zdaniem na wschodzie lepiej nas przyjmują, bo jest większa fascynacja ludźmi z zachodu. My też mamy takie kompleksy. Jak gra u nas zespół z Francji to jest do nich od razu większy respekt. Kiedy przyjeżdża ktoś taki to masz świadomość, że nie wiesz kiedy będziesz miał możliwość zobaczenia go na żywo drugi raz.
Kroto: Stary, my graliśmy w Rosji i nie wiemy czy zagramy tam drugi raz. Ludzie na koncertach bawili się jak by jutra miało nie być . Byli świadomi tego, że możemy tam nigdy nie wrócić. W Poznaniu gramy raz na 2 miesiące albo nawet częściej więc każdy wie, że jeśli nie pójdzie dziś na koncert to zobaczy HOPE jutro :)))
Adi: Ta tendencja jest chyba tak naprawdę w umyśle ludzkim. Graliśmy w Warszawie i tam ludzie są jakby bardziej zmanierowani. Im mniejsze miasto tym bardziej szanują muzyków, bo widzą ich rzadziej. Kiedy widzimy, że przychodzą nasi fani to też dajemy z siebie więcej. Najlepsze koncerty zagraliśmy w małych klubach. Tak to można podsumować.

W jaki sposób podróżujecie – wynajmujecie busa czy macie swój sprzęt?
Kroto: Wynajmujemy starego busa, w którym nie można za długo przebywać, bo bardzo szybko napełnia się butelkami po piwie i śmieciami. Jeździmy mega gównem, ale z drugiej strony jest na maksa tani.
Adi: W zespole jest nas ośmiu, jeździmy w dziewięciu, więc nie możemy mieć mniejszego samochodu. Jest tanio i nam to wystarcza, nie jesteśmy jakimiś panienkami z dobrego domu.
Kroto: Jechaliśmy do Moskwy tym złomem. Nie ma w nim ogrzewania i wszyscy musieli siedzieć pod kocami. Mimo że w Moskwie poza bogactwem jest też mocna bieda, wszyscy i tak patrzyli na nas jak na żuli. Na miejscu podróżowaliśmy jednak także innym busem. Nie dość że można było w nim usiąść, to jeszcze leciała muzyka, były światełka, drzwi otwierały się automatycznie. Dla nas to było coś pięknego.
Skoro jest Was tylu w zespole, jak dochodzi do tworzenia kawałków? Dochodzi do konfliktów, o ostatecznym brzmieniu utworu decyduje lider, czy raczej jesteście zgodni?
Adi: Nie mogłem się kiedyś dogadać z drugim gitarzystą, więc podlał mnie benzyną i podpalił. To był incydent, jest już między nami wszystko dobrze. Zmieniliśmy aranżacje i wszystko jest ok.
Kroto: Nie ma między nami problemów. Jesteśmy bardziej kumplami niż muzykami.
Adi: Zresztą na pewno jesteśmy bardziej czymkolwiek niż muzykami. (śmiech)

Śpiewacie tylko i wyłącznie po angielsku. Z jednej strony to oczywiste, że z językiem angielskim łatwiej trafić na rynki zagraniczne, ale z drugiej niektórzy muzycy twierdzą, że nie potrafią oddać swoich emocji w obcym języku. Próbowaliście kiedyś śpiewać w ogóle po polsku?
Kroto: Nie próbowaliśmy. Od pierwszej próby było jasne, że nie będziemy tego robić po polsku. Nie potrafię pisać tekstów po polsku, zresztą uważam że mało ludzi w Polsce potrafi to robić. Angielski jest fajny i łatwy. Kiedy poznawaliśmy bardziej doświadczone zespoły mówiły nam: „wszystko fajnie, ale nie przebijecie się jeśli będziecie robili to po polsku”.
Kiedy mieliśmy grać w Węgorzewie, powiedzieli nam, że musimy mieć kawałki przerobione na język polski. Graliśmy wtedy 2 lata i nie było nas stać na studio a koleś mi powiedział: „fajnie brzmicie i możecie zagrać, ale musicie nagrać teksty jeszcze raz w polskiej wersji”. Dla mnie to jest chore, nie wiem czemu to miało służyć. Także na początku mieliśmy z tym pewne problemy, ale stwierdziliśmy „walić to, robimy to jak chcemy”. Graliśmy parę razy za granicą i z pewnością śpiewając po polsku nie złapalibyśmy takiego kontaktu z publicznością.
Adi: Poza tym Titus już dawno mówił, że byle idiota potrafi napisać tekst po angielsku. Bez obrazy dla Ciebie Kroto... Byle to fajnie, rytmicznie zagrało. Przez to, że nie śpiewamy po polsku, czuliśmy się czasem dyskryminowani, na przykład przez stacje radiowe. Ja kocham i szanuję polski język i dlatego go nie kaleczymy. Wolimy kaleczyć obcy (śmiech). Poza tym, zgadzam się z Krotem – na palcach jednej ręki można policzyć dobrych polskich tekściarzy.
A nie obawiacie się, że tracicie polskich słuchaczy którzy nie rozumieją angielskiego?
Kroto: Teraz coraz więcej ludzi zna angielski. Moja córka która ma 4 i pół roku gada do mnie po angielsku. Jest już lepsza niż Adi.
Adi: To prawda, zagina mnie. Właśnie przed chwilą dowiedziałem się, że tattoo to po angielsku tatuaż (śmiech)
Kroto: To co robimy to nie do końca angielski… to jest mieszanka, która pozwala nas zrozumieć nawet ludziom, którzy nie znają zbyt dobrze angielskiego. Ja to nazywam „polenglish” :)

Twoja córka poza nauką angielskiego zajmuje się także między innymi występami w filmikach promujących Wasz album. Będzie tych filmów więcej?
Kroto: Na pewno, mamy bardzo dużo pomysłów. W pewnym momencie stwierdziliśmy nawet, że za dużo. Nie wiem czy jest drugi zespół, który ma tyle filmików. Były takie momenty, że wrzucaliśmy je codziennie. Teraz chcielibyśmy skupić się na nowej płycie. Wierzę, że po LP posypią się nowe klipy HOPEtv.
Adi: Tym bardziej, że czasy są korzystne dla tego typu mediów. Każdy może sobie nakręcić teledysk w chacie, co zresztą zrobiliśmy. Jeden kadr, jedno ujęcie, dobra impreza i powstał klip, który przerósł nasze oczekiwania. To było kręcone z przymrużeniem oka, a okazało się, że naprawdę dużo ludzi to obejrzało.
Na jakim etapie są prace nad nową płytą?
Kroto: Etap jest bardzo wczesny. Nagrywamy pierwsze motywy, nawet nie kawałki. Nie musimy się spieszyć, nie czeka na nas żadna wytwórnia. Postanowiliśmy że zrobimy to w przyszłym roku, kiedy będzie ciepło. Kiedy będzie można wyjść na dwór, wypić piwko. Jak się nagrywa płytę to musi być fajny, pozytywny klimat. Dla mnie nagrywanie płyty to najlepszy okres w życiu. Chcę się nim rozkoszować.

Braliście udział w wielu przeglądach, kilka wygraliście. Jakie macie doświadczenia związane z udziałem w tego typu konkursach poza wspomnianym Węgorzewem? Warto brać w nich udział?
Adi: Mamy nieprzyjemne doświadczenia związane z Fabryką Zespołów, ale nie chciałbym o tym mówić, to nadal świeża rana (śmiech). Uciekamy już od startowania w takich konkursach, za dużo razy się zraziliśmy. Bardzo często ogłoszenie wyników było niesamowicie bezczelne. Chyba tylko PZPN jest w stanie przebić to kumoterstwo(śmiech)
Kroto: Kiedyś nasz kolega fajnie powiedział: „olejcie te konkursy, kiedyś Was się będą prosić byście przyjechali”. Rezygnujemy z tego, bo większość organizatorów nie zwraca kosztów dojazdu, a taki wyjazd sporo kosztuje. Musimy wziąć wolne w pracy, jedziemy mnóstwo kilometrów i tracimy cały dzień.

Zyskaliście cokolwiek dzięki przeglądom?
Adi: Tak, doświadczenie, że nie warto na nie jeździć (śmiech).
Kroto: Poznaliśmy dużo fajnych zespołów. Dla mnie jest super, jeśli możemy po koncertach pogadać z innymi muzykami. Trochę pozytywnych rzeczy było, trochę też wygraliśmy jakby nie patrzeć.
Adi: Nie jesteśmy nastawieni negatywnie, tylko wymagania organizatorów przewyższają nasze możliwości. Za wiele wkładamy w to pieniędzy, by potem ewentualnie dostać kupon rabatowy na struny.
Na koniec poproszę o jakąś wskazówkę od Was dla innych zespołów. Przed jakim własnym błędem moglibyście ostrzec młodych muzyków?
Kroto: Nie powinno się bić członków zespołu, to jest straszne. Poza tym nie wolno robić prób po to żeby się nachlać. Potem budzę się w domu, dziecko płacze, a w pokoju jest trzech jej wujków.
Dzięki za wywiad.
Kroto: Dzięki za herbatkę ;)
Rozmawiał: Jakub Sommerfeld
Zespół
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.