Każdy podmiot funkcjonujący w oparciu o prawa rynku będzie dążył do zysku czy nam się to podoba, czy nie. To się nazywa "showbiznes". Zawsze było trudno przedostać się na profesjonalną scenę. Moim zdaniem jednak, problem tkwi w tym, że musi się coś zmienić w mentalności młodych ludzi...
Wojtku, czym dla Ciebie jest muzyka. Jaką rolę odgrywa ona w Twoim życiu?
Ja żyję z muzyki i w związku z tym, że jest to moja pasja, można powiedzieć, że po prostu nią żyję. Muzyka jest moim hobby, któremu całkowicie się poświęcam. W trasach koncertowych, czy innych tego typu wyjazdach, spędzam co najmniej 256 dni w roku. Co ciekawe, samo granie, podczas tych tras zajmuje niewielką część.
Jak to, niewielką?
Jeżeli przykładowo, mieszka się w Warszawie, a koncert gra się w Szczecinie, to około 12-14 godzin spędza się w samochodzie, a na scenie ? łącznie z próbą ? tylko 3.
Z jednej strony pasja, z drugiej tyle dni spędzonych poza domem, w podróży. To pewnie bardzo wyczerpujące?
Tak, ale jak ktoś kiedyś powiedział ? ?rób to co kochasz, a nigdy nie będziesz musiał pracować?. W pełni utożsamiam się z tym stwierdzeniem. Nie postrzegam, tego czym się zajmuję, jako pracy, choć faktycznie bywa ciężko. Jednak, gdy pomyślę sobie, że mógłbym pracować np. w Hucie i codziennie o godzinie 6 rano podbijać kartę, to cieszę się, że wyczerpuje mnie właśnie muzyka, a więc to, co lubię.
Kiedy i dlaczego postanowiłeś, że będziesz grać na basie?
Zacząłem grać, jak miałem 15 lat. Dlaczego? Ponieważ nie przyjęto mnie do szkoły muzycznej na perkusję.
Życiowa misja, korzyści finansowe, a może z jeszcze innego powodu bierzesz udział w warsztatach muzycznych?
Zabezpieczenia finansowego warsztaty raczej nie zapewniają, więc rzeczywiście zachodzi pytanie, dlaczego jeżdżę na takie imprezy. Myślę, że jest to, pewnego rodzaju forma spłacania długu. W pewnym sensie powiodło mi się, więc czemu nie miałbym starać się pomóc innym, dzieląc się z nimi swoimi umiejętnościami.
Więc jednak misja...
Zdecydowanie. Jej motto brzmi- ?Szyjmy na basie, gdzie tylko da się?.
W jakim rodzaju muzyki czujesz się najlepiej?
Najchętniej gram muzykę fusion, ale czuję się dobrze w różnych stylach. Niezależnie, czy gram z Kasią Kowalską, czy Natalią Kukulską, wychodzę z założenia, że w każdym gatunku można znaleźć coś ciekawego. Najważniejsze jednak, by robić to z pasją, bo w przeciwnym wypadku, lepiej nie robić tego wcale.
Myślę, że nie. Z mojego doświadczenia nabytego podczas podróży, występów, czy udziału w rozmaitych imprezach muzycznych, realizowanych w innych krajach, wynika, że polscy basiści nie muszą obawiać się, że ich umiejętności są na niższym poziomie, niż gdzie indziej. W Polsce jest wielu znakomitych basistów, którzy z powodzeniem znaleźliby dla siebie miejsce na rynkach zagranicznych.
Jak myślisz, dlaczego wielu zespołom tak trudno ?wyjść z garażu? i zaistnieć na komercyjnym rynku? Czy Twoim zdaniem nie wiąże się to, że tak powiem, z nastawionymi na zysk wytwórniami fonograficznymi, które promują po prostu to, co im się opłaci?
Taka kolej rzeczy jest całkowicie naturalna. Każdy podmiot funkcjonujący w oparciu o prawa rynku będzie dążył do zysku czy nam się to podoba, czy nie. To się nazywa "showbiznes". Zawsze było trudno przedostać się na profesjonalną scenę. Moim zdaniem jednak, problem tkwi w tym, że musi się coś zmienić w mentalności młodych ludzi. W dzisiejszych czasach nastąpił wyraźny ?boom? na karierę, w związku z czym wiele osób uważa, że sam fakt założenia kapeli i zagrania kilku koncertów powinien wiązać się z podpisaniem kontraktu.
A tak zapewne nie jest...
Co więcej, jest to oczywistą bzdurą.
Z czego to wynika, myślisz że ze skłonności do "gwiazdorstwa"?
To nie jest "gwiazdorstwo" tylko brak odnalezienia się w rynku. Każdy chce być doceniany i dostać nagrodę za swoją pracę i to jest ok. Ludzie po prostu nie zdają sobie sprawy z tego, jak cała ta ?machina? funkcjonuje. Myślę, że muzyka powinna być najpierw pasją, a dopiero potem ewentualnie stać się zawodem, sposobem na zarabianie pieniędzy. Jeżeli nie ma w tym pasji, czyli totalnego oddania się muzyce, to można powiedzieć, że jest to pewnego rodzaju przekłamanie. Jeżeli młody zespół w USA jedzie w trasę, którą sam organizuje i finansuje, i okazuje się, że po powrocie do domu "wyszedł na zero", czyli nie musiał własnych pieniędzy przeznaczać na paliwo i na jedzenie, to taką trasę uznaje za sukces. Niestety w Polsce coś takiego nie funkcjonuje i to jest bardzo złe podejście. Ale nie jest to żadna tragedia i myślę, że prędzej, czy później coś zmieni się w myśleniu młodych ludzi.
Czy osiągnięcie sukcesu, musi wiązać się z ?przejściem przez tryby? dużej wytwórni fonograficznej, np. takiej jak Pomaton, czy Uniwersal?
Są różne sposoby na to, co zrobić, żeby zaistnieć, żeby początkujący zespół wydawał płyty, czy był rozpoznawalny. Zasada jest jednak taka, że bardziej trzeba tu liczyć na siebie, niż na pomoc kogokolwiek, w tym również większych firm fonograficznych. Oczywiście, trzeba pamiętać też o wytwórniach niezależnych. Wystarczy spojrzeć na przykład Roberta Chojnackiego, który w wydanie swojej płyty zainwestował własne pieniądze. Podobnie w przypadku ?Arki Noego?. ?Lica? nie oglądał się na duże wytwórnie, tylko sam zrealizował tę płytę. Pamiętajmy, że forma promowania siebie, informowania o sobie, jako o takiej, czy innej kapeli musi wynikać bezpośrednio z zespołu, a nie z firmy fonograficznej, niezależnie od tego czy jest ona mała czy duża i jakim prestiżem jest okryta. Ja wiem, że to co mówię może wywołać pewną dozę nieufności, ale tak naprawdę jest. To czy odniesiemy sukces w największym stopniu, zależy od nas samych i od naszej pracy.
A co robić, w momencie, gdy już się uda i stanie przed nami propozycja współpracy z jedną z tych prestiżowych wytwórni ? czy od razu podpisywać kontrakt?
Tu trzeba być ostrożnym. Często taki kontrakt wygląda jak swoisty ?akt ubezwłasnowolnienia artystycznego?. Artyści, stawiający swe pierwsze kroki w branży przeważnie godzą się na proponowane warunki, bo zwyczajnie ?chwytają okazję?. Nie jest to kwestia tego, że oni nie wierzą w siebie i możliwości samodzielnego promowania własnej twórczości, ale po prostu nie bardzo wiedzą, jak robić to inaczej, niż za pośrednictwem wytwórni. A takie sposoby istnieją. Trzeba się nad nimi porządnie zastanowić i znaleźć skuteczny sposób dla siebie. Wiem, że to nie jest łatwe. Nie jest też niewykonalne.
A co skłoniło Cię do wyboru młodych wykonawców do Twojego zespołu Pilichowski Band, czy uważasz ,że są lepsi, czy chcesz po prostu dać im szansę?
Czasami zdarza się ,że pracuję z zawodowcami, ale jednak w moich projektach stawiam na młodość i niczym nieskrępowaną ekspresję, dlatego też są młode twarze w zespole, Agnieszka Trzeszczak grająca na perkusji i Kamil Barański na syntezatorze. Oprócz tego, w zespole jest stary ?wyżeracz? Wojtek Olszak, z którym pracuję od 14 lat i Bartek Papierz, z którym pracowałem przy płycie Jazzga Live .Taka mieszanka młodości i doświadczeń to układ, w którym czuję się bezpiecznie, i w którym ja sam czuję duże wsparcie na koncertach. Jednocześnie jest to układ bardzo inspirujący.
Rozmawiała: Małgorzata Kaczmarek
Opracowanie: Sławomir Rapior/Paweł Boroń
Zdjęcia: www.pilchowski.pl, Paweł Boroń
Znani dla FZ