
Piotr `Glaca` Mohamed, założyciel nieodżałowanego Sweet Noise powrócił z nowym projektem. My Riot to kontynuacja eksperymentów z elektroniką i hip-hopem, jakie Glaca rozpoczął jeszcze ze Sweet Noise. Łatwiej zaczynało się wtedy, czy łatwiej jest teraz? Do czego doprowadziło przypadkowe spotkanie z Peją w pociągu z Warszawy i o poszukiwaniu muzyków na nową płytę Sweet Noise (!) rozmawiamy z Piotrkiem `Glacą` Mohamedem
Ze Sweet Noise zaczynałeś na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, teraz zaczynasz z My Riot na początku drugiej dekady nowego tysiąclecia. Lepiej było wówczas, czy lepiej jest zaczynać teraz?
Trudno powiedzieć. To zupełnie różne czasy, które dzieli rewolucja o charakterze może nie tyle kulturalnym, co komunikacyjnym – mam na myśli Internet. Sieć zupełnie zmieniła życie ludzi w każdym aspekcie: społecznym, politycznym, kulturowym i oczywiście muzycznym. Sposób promocji, docierania do ludzi za pomocą portali społecznościowych, możliwość nieograniczonego posiadania wpływu na własny wizerunek, zmiana nośnika na cyfrowy, powolna śmierć CD, która w tej chwili odbywa się na naszych oczach, spadek sprzedaży nośników fizycznych, definiowanie się rynku na nowo – to wszystko sprawia, że mamy aktualnie do czynienia z zupełnie innymi czasami, to są totalnie inne momenty w moim życiu. Myślę, że zaczynanie wtedy, w latach dziewięćdziesiątych wiązało się na pewno z większym wysiłkiem, było to też bardziej organiczne, skupiało się na próbach, na twardym wrażeniu, które należało wywrzeć, grając dla ludzi w małych klubikach i w ten sposób przekonywać ich do siebie.
Można porównywać te okresy?
Wiesz, początki zawsze są ciężkie. Niezależnie od sytuacji. Trudno jest zostać zauważonym na scenie własnego miasta, co dopiero w kraju czy na świecie. Jednak dziś zaistnieć jest łatwiej globalnie. Kiedyś zespół z Polski, nawet jeśli był całkiem niezły, praktycznie nie miał szans zaistnieć poza granicami kraju. Dziś jest o wiele łatwiej. Taką szansę daje Internet. Każdy jest podłączony do ogólnoświatowych sieci komunikacyjnych i może z tego korzystać, nagrywać z ludźmi z całego świata, jeśli tylko znajdzie takich kolaborantów. Ja chwalę sobie te rewolucje i cieszę się, że żyję w takich czasach, że mogę w nich zaczynać.
Zatem, jeśli młodzi ludzie się w tej rzeczywistości cyfrowej odnajdują, to czasy są dla młodych zespołów jak najbardziej sprzyjające, prawda?
Oczywiście. Tylko, że trzeba się odnaleźć. Trzeba z tej rzeczywistości wycisnąć wszystko, co się da. Zbadać jeszcze nieznane tereny. Być kreatywnym. Młode zespoły muszą sprowadzić wszystkie te możliwości do roli swojego narzędzia a nie być ich niewolnikami. Ja korzystam z nich pełnymi garściami.
Spędziłeś sporo czasu w Stanach. Podpatrzyłeś tam coś, co starasz się przeszczepić na grunt polskiego rynku, by pomóc sobie rozpędzić My Riot?
Tak, całą masę pomsyłów. Choćby w kwestii podejścia do pracy. Zawsze wyznawałem jej kult, ale tam nauczyłem się, że można pracować jeszcze ciężej i efektywniej. Nauczyłem się tam szacunku do ludzi, którzy poświęcają całe życie pracy. Inną sprawą jest to, że nabrałem tam poważnych, producenckich szlifów, pracując z poważnymi asami tej branży. To wszystko mnie zmieniło. To, czego się tam nauczyłem staram się wykorzystywać w Polsce.
Czy My Riot jest kontynuacją eksperymentów z elektroniką czy hip-hopem jeszcze z czasów Sweet Noise?
Jest ich pełnym rozwinięciem. My Riot uważam za pochodną Sweet Noise, dlatego nasz debiut zatytułowałem „sweet_noise”. Myślę, że udało mi się zdefiniować crossover w Polsce. Fuzję hip-hopu z metalem, hip-hopu z rockiem, rocka z muzyką eksperymentalną itd. Światło dzienne ujrzał już drugi singiel „Sam przeciwko wszystkim” z gościnnym udziałem Peji. Poszło to w Sieć, reakcja jest bardzo pozytywna, co w mojej opinii oznacza w końcu akceptację mojej współpracy z tym raperem. Myślę, że udało mi się przekonać ludzi, że crossover jest czymś rewelacyjnym i efektami tego rodzaju współpracy mogą być tylko wartościowe rzeczy.
Jesteście z Peją z jednego miasta – jak doszło do tego, że poznaliście się i zdecydowaliście na współpracę?
Poznaliśmy się w pociągu z Warszawy. On wydawał płytę „Na Legalu”, ja wydawałem „Czas Ludzi Cienia”. Odbyliśmy długą rozmowę, ponarzekaliśmy wtedy na branżę, okazało się, że mamy mnóstwo podobnych pomysłów i olbrzymią chęć zrobienia rewolucji, czegoś totalnie alternatywnego.
Chyba do dziś wielu jest takich, którzy nie mogą Ci wybaczyć tego, że Sweet Noise zaczęło eksperymentować z hip-hopem, prawda?
Tak, zgadza się. Dziś wiem, że odniosłem sukces, ale droga do niego była ciężka. Pojawiło się dużo antyfanów, hejterów. Mnóstwo agresji. Nie rozumiałem tego. Dla mnie hip-hop to jest Run-D.M.C. a Run-D.M.C. to crossover z Aerosmith. W Stanach branża na takich nowych sytuacjach buduje nową potęgę, platformę dającą nowe opcje i możliwości. U nas, gdy zaistniał ten duet zrodziło się mnóstwo animozji, do dziś wielu jest ludzi, w tym dziennikarzy, którzy nie mogą mi tego wybaczyć. To jest ich sprawa. Jestem w tych kwestiach odważnym gościem i nie kieruję się zdaniem innych. Zawsze staram się tłumaczyć członkom swojego zespołu: bądźmy tacy, jak wtedy, kiedy zaczynaliśmy, kiedy naprawdę nic nas nie obchodziło, co ktoś myśli o nas i naszej muzyce, bądźmy niezależni, róbmy swoje. Zawsze wracajmy do tego pierwszego razu, żeby być właśnie takimi – naturalnymi i niezależnymi.
Jak będzie wyglądała droga rozwoju muzycznego My Riot?
Będzie jeszcze odważniej. Jeszcze bardziej elektronicznie, jeszcze mocniej, jeszcze bardziej krwiście. Będę starał się jak najcelniej zdefiniować to, co robię.
Zapytam nieśmiało o Sweet Noise? Czy to już zamknięty na zawsze rozdział?
Ciekawe, że pytasz, bo bardzo poważnie myślę nad płytą Sweet Noise właśnie. Szukam muzyków, możesz oficjalnie napisać o tym u was w Fabryce Zespołów.
To świetna wiadomość. A propos muzyków, młodych muzyków. Co jest – w Twojej opinii – ich największym aktualnie problemem?
Brak odwagi, żeby się wystawić. Żeby zrobić coś innego, niż to, co się gra w Ameryce, żeby nie być odtwórczym. Młodym zespołom brakuje zacięcia do tego, by być niezależnym, by manifestować swoją oryginalność, a wręcz bezczelną postawę. To jest problem młodych. To wynika z tego, że w Polsce nie wynosi się na piedestał postaci prezentujących właśnie taką zbuntowaną postawę. Ci ludzie gdzieś tam giną pośród promowanych ugrzecznionych postaci. Młodzi nie mają z kogo brać przykładu, dlatego zakładając bandy są tacy zachowawczy.
Dziękuję za rozmowę i czekam z niecierpliwością na to, co dalej ze Sweet Noise.
Dziękuję również.
Rozmawiał Paweł Boroń
Zdjęcia: www.wosp.org.pl
Sprawdź: www.myriotband.com
Znani dla FZ
Komentarze
Bravo Glaca !!
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.