Alicja Janosz występuje na scenie już od 8 roku życia. W 2000 roku zwyciężyła w programie "Szansa na sukces" śpiewając piosenkę z repertuaru Kayah. W 2002 wygrała program "Idol", dzięki czemu wydała debiutancką płytę "Ala Janosz, która rozeszła się w nakładzie 30 000 egzemplarzy. W 2004 z singlem "I'm Still Alive" startowała w krajowych eliminacjach do Konkursu Piosenki Eurowizji. W 2009 zakończyła współpracę z wytwórnią płytową Sony BMG Poland. W 2010 nagrała album razem z zespołem Hoo Doo Band, który osiągnął status złotej płyty. Już niebawem w sklepach pojawi się jej drugi solowy album – "Vintage".

Czy warto startować w programach typu "Idol"? Jak Alicja radziła sobie z krytyką? Jaki wpływ na zawartość debiutu fonograficznego Ali miała wytwórnia płytowa? Co znajdziemy na nadchodzącym krążku? Odpowiedzi na te pytania (a także na wiele innych) znajdziecie w naszym wywiadzie. Miłej lektury!
Twoi rodzice umożliwili Tobie rozwój w kierunku wokalnym, już od 8 roku życia śpiewałaś na rozmaitych festiwalach dziecięcych i młodzieżowych, brałaś lekcje śpiewu. Czy swojemu dziecku też będziesz radziła pójście taką drogą?
Rolą rodzica jest pokazywać dziecku jak wieloma drogami może w życiu pójść, rozmawiać z nim i bacznie obserwować jakie dziecko wykazuje zainteresowania i zdolności, a w miarę możliwości umożliwać mu poznawanie rozmaitych zajęć i rozwijanie różnych pasji. Moi rodzice zrobili to znakomicie, bo nigdy sami mi nie „radzili“, że mam śpiewać, a po prostu widząc (a raczej słysząc :)) jak integralną częścią mojej dziecięcej codzienności było śpiewanie, pomogli mi się rozwijać w tę stronę. Mam nadzieję, że gdy sama będę mamą, będę równie dobrze intuicyjnie postępować jak moi rodzice i nie robiąc nic na siłę, jedynie pomogę moim dzieciom odkryć rzeczy, które będą sprawiać im radość. Niekoniecznie musi to być muzyka, choć w naszym domu jest ona ciągle, więc pewnie chcąc nie chcąc, jakąś wrażliwość i gust muzyczny nasze potomstwo w przyszłości będzie posiadać.
Do dziś pamiętam Twój występ w "Szansie na sukces", kiedy śpiewałaś "Prawy do lewego". Czy wtedy już myślałaś, że zajdziesz tak daleko?
Wtedy byłam wniebowzięta, bo nie dość, że znalazłam się w tym samym miejscu co jedna z moich największych idolek, jaką była i jest nadal Kayah, to jeszcze mogłam z nią zaśpiewać w duecie. Wtedy to było najistotniejsze, choć oczywiście, sam występ w telewizji publicznej był dla mnie również wielkim przeżyciem, a zainteresowanie lokalnych mediów po emisji „Szansy na Sukces“ w której wystąpiłam, bardzo mi schlebiało.
Z jednej strony program "Idol" bardzo Ciebie wypromował, a z drugiej trochę zaszufladkował jako wokalistkę popową. Pewnie wielu ludzi kojarzy Ciebie tylko z piosenkami "Zbudziłam się" bądź do filmu animowanego "Księga dżungli". Czy dzisiaj uważasz, że udział w programach typu "Mam talent", "X Factor" czy "Must Be The Music" jest dla młodych muzyków opłacalny?
Jeśli czyimś celem jest zdobycie popularności, to jak najbardziej programy tego typu dają tę możliwość. Wszystko zależy od tego, na czym komu zależy. Znam zespoły i solistów z Wrocławia, z którymi zazwyczaj spotykam się na dżemach, a którzy brali udział we wspomnianych przez Ciebie programach. Jedni przeżyli ogromny zawód, bo zobaczyli, że w tych programach wcale nie liczy się talent, ale to jakie emocje uczestnik wzbudza w widzach. Inni grają teraz koncerty za nieco wyższe stawki, bo ich notowania wzrosły poprzez to, że występowali w telewizji. To, co mi zostało po Idolu to fakt, że moje nazwisko po 9 latach, mimo wieloletniej przerwy w solowej działalności, wciąż jest rozpoznawalne. Z jednej strony in plus, bo jestem „tą dziewczynką z Idola, która tak pięknie śpiewała“, a z drugiej strony „tą idiotką, co śpiewała o jajecznicy“. Ludzi nie obchodzi dlaczego coś się wydarzyło. Chętnie oceniają tych, którzy stają na świeczniku, a w swoich opiniach bywają bezwględni i brutalni. Ja wiem, że jeszcze długo będę pracować na to, aby ludzie usłyszeli to, co nagrywam w tej chwili, a nie oceniali mnie przez pryzmat krytycznej opinii jaka wlecze się za mną od mojego debiutu płytowego po Idolu. Bo często taką opinię wyrażają ludzie, którzy nawet nie przesłuchali tamtej płyty. Ale wracając do tematu – pójście do Talent Show jest na pewno bardzo szybką drogą do tego, by zacząć robić karierę, ale nie wiem, czy jest to dobra droga dla tych, dla ktorych prawdziwą wartością jest muzyka.
Jak sobie radziłaś z wspomnianą krytyką?
Bywało bardzo ciężko. Dodatkowo przeżywałam okres buntu i tym bardziej nie mogłam pojąć, dlaczego obcy ludzie, którzy mnie nie znają, a którzy chwilę wcześniej mnie chwalili, krytykują mnie i obrażają za słowa piosenek, których sama nie napisałam. Mówi się, że im wyżej wzlecisz, tym boleśnejszy będzie upadek. Niestety jest coś takiego w ludzkiej metalności, że najpierw komuś kibicujemy, a gdy uda mu się coś osiągnąć i wystarczy, że raz powinie mu się noga, to musimy mu dokopać, żeby spadł na ziemię z wielkim hukiem. Ja otrzymałam ogromne wsparcie ze strony mojej rodziny i najbliższych przyjaciół, dzięki którym poczułam się bezpieczna i spokojna. Myślę, że zrobienie sobie przerwy w graniu koncertów oraz pójście na studia, było najlepszą decyzją jaką mogłam wówczas podjąć dla samej siebie.
Mimo krytki recenzentów, płyta "Ala Janosz" rozeszła się w nakładzie 30 tysięcy egzemplarzy. Czy uważasz że można połączyć w Polsce nagrywanie dobrej płyty razem z dobrą sprzedażą?
Tak. Przykładem na to są chociażby znakomite wyniki sprzedaży płyt grupy Raz Dwa Trzy, Ani Dąbrowskiej czy Poluzjantów. Ale w Poslce jest o wiele więcej znakomitych płyt i zespołów, które pozostają nieznane szerszej publiczności. Wiem jak niezmiernie ważna w tych przypadkach jest odpowiednia promocja, na ktorą młode zespoły zwyczajnie nie stać. Myślę, że tutaj dużym problemem w naszym kraju jest „bezpieczna“ pozycja jaką przyjmują mass media, karmiąc słuchaczy wciąż tymi samymi przebojami oraz brak edukacji muzycznej. Ostatnio, całkiem przypadkiem dowiedziałam się, że z programu nauczania w szkołach podstawowych wycofano muzykę. Wiem, że od lat program lekcji muzyki pozostawiał wiele do życzenia i zasługiwał na kompletną odmianę, ale usunięcie muzyki z listy przedmiotów szkolnych jest strzałem w kolano. W domach niewiele dzieci może liczyć na to, że poznają twórczość Chopina, nie mówiąc już o muzyce jazzowiej, bluesie, soulu itd. Co więc ma kształtować ich wrażliwość i gusta?

W wywiadzie z 2003 powiedziałaś "Nikt przecież nie słucha w wytwórniach demo, przysyłanych przez amatorów. Tak było może za czasów Elvisa, ale nie dziś, kiedy nawet znani artyści muszą walczyć o siebie, o swoją muzykę." Zmieniłaś zdanie od tego czasu, czy nadal uważasz że bardzo trudno jest się przebić młodemu zespołowi?
W odpowiedzi na to pytanie mogłabym zaśpiewać „wtedy myślałam – dziś to wiem“. Choć z HooDoo Band mieliśmy nominację do nagrody Fryderyka za nasz debuiutancki krążek w kategorii Najlepsza Płyta Bluesowa, myślę, że wiele osób wciąż nie wie, że taki zespół w ogóle istnieje. Na szczęście świat się zmienia i rola dużych wydawnictw nie jest już dziś taka jak kiedyś. W obecnych czasach nagrać i wydać płytę może każdy. Wiele krążków, które znajdują się na półkach sklepowych, jest nagrywanych w domowych studiach nagraniowych, a tych jest coraz więcej. Wystarczy tak naprawdę dobry komputer, mikrofon, karta graficzna i preamp, no i oczywiście ktoś, kto wie co chce stworzyć i potrafi to zrobić :) Ważnym elementem jest dystrybucja oraz promocja płyty i z tym w przypadku młodych zespołów bywa trudniej, ale nie ma rzeczy nie do przejścia, a możliwości i rosnące znaczenie internetu sprzyjają młodym i początkującym.
O współpracy z wydawcą mówiłaś wtedy: "zawsze trzeba iść na jakiś kompromis. Ale mogę powiedzieć otwarcie i z czystym sumieniem, że ta płyta jest moja." W tym roku powiedziałaś: "Jeżeli ktoś mi zarzuca zły dobór utworów na pierwszej płycie to mogę powiedzieć, żeby pretensje kierował do osoby z ramienia wydawcy, która układała listę kawałków. Ja niestety niewiele mogłam w tej kwestii zrobić." Pewnie dzisiaj jesteś zdecydowanie bardziej świadoma tego jaką muzykę chcesz grać, ale czy naprawdę wytwórnie muzyczne mają tak wielki wpływ na kształt płyty?
W moim przypadku to wydawca o wszystkim decydował. Wytwórnia odrzuciła materiał demo, który przyniosłam z Piotrem Banachem, bo uznano, że jest on zbyt niszowy, a ja mam być dla mas. Przydzielono mi więc producenta krążka i tekściarkę. Pamiętam, że weszło na płytę również kilka piosenek, które stworzyli dla mnie na prośbę managera znajomi muzycy i to była ta część płyty, o którą walczyłam i w którą wierzyłam, że to coś mojego. Ale w tamtym czasie dla mnie było zdecydowanie za wcześnie na wydawanie albumów. Sama byłam nieukształtowana muzycznie, a w głowie miałam niewiele. Teraz komponję, piszę teksty, biorę udział w produkcji piosenek. 9 lat temu bardziej powtarzałam to co mówili mądrzy i przychylni mi, w moim mniemaniu, ludzie wokół. Nie pamiętam już na ile chciałam dobrze promować album sygnowany moim nazwiskiem, a na ile sama wierzyłam w to co przytaczasz. Wiem tylko, że ta płyta jakakolwiek by nie była i jakichkolwiek recenzji by nie zebrała - znalazła swoich fanów.
Płyta wspomnianego zespołu HooDoo Band w którym występujesz, zgarnia bardzo dobre recenzje. Przez czytelników magazynu "Twoj Blues" zostaliście uznani za "Odkrycie roku", w 2011 za "Zespół Rocku". Mimo to, o HooDoo Band nie słychać w mediach tyle ile było słychać o Alicji Janosz po "Idolu". Co sądzisz o funkcjonowaniu mediów muzycznych w Polsce?
Blues jest niszową sprawą. Oczywiście, że cieszyłabym się gdyby cały kraj poznał i pokochał HooDoo, bo jest to bardzo wyjątkowy zespół, który gra na światowym poziomie, ale z drugiej strony przypuszczam, że fani tego gatunku cenią go sobie również za pewnego rodzaju elitarność. Mamy swoją publikę, choć gramy tak naprawdę nietypowe połączenie buesa i funky i to mnie cieszy.
Idol był wydarzeniem nieporównywalnie bardziej spektakularnym niż ankieta czytelników „Twojego Bluesa“, ale uwierz mi, że sukcesy HooDoo dają mi tyle samo radości co kiedyś zwycięstwo w Idolu. Wiem, że docenia nas świadomy słuchacz, dla którego muzyka jest ważną częścią życia, a który zestawia nas na swojej plejliście z zagranicznymi zespołami, które sama podziwiam i uwielbiam. Przykro mi, że media nie pokazują publiczności całej palety barw jaką jest muzyka, ale rozumiem, jak ten mechanizm działa i jedyne co mogę zrobić, to grać i śpiewać swoje, licząc na to, że dobra muzyka płynąca z serca, która nie jest narzędziem do robienia kariery, a powstaje ze zwykłej potrzeby tworzenia, ma niezależnie od gatunku, niezwykłą moc oddziaaływania na słuchaczy – w tym na dziennikarzy muzycznych, którzy mogą puszczać nasze piosenki swoim programach radiowych i pisać o naszych płytach recenzje.
Najnowszą płytę wydasz pod szyldem Lion Stage. Radzisz muzykom szukanie swojego miejsca w niezależnych wytwórniach?
Lionstage jest od niedawna moim managementem. Wydajemy płytę na zasadzie bardzo partnerskiej współpracy, która raczej nie przypomina typowej relacji: artysta – wydawca, jakiej wcześniej doświadczyłam. Sama decyduję o wszystkich sprawach artystycznych, jednocześnie będąc na bieżąco w kwestiach związanych z dystrybucją i promocją krążka. Wyobrażam sobie, że jestem nietypowym przypadkiem dla mojego managera Tomka Lektarskiego, ale myślę, że artyści powinni sami się interesować życiem płyty również po oddaniu jej do tłoczni, bo nikomu na tym krążku nie zależy tak bardzo jak im samym. Choć małe lejbele nie mają może takiego wpływu na duże rozgłośnie radiowe jak duże firmy wydawcznicze i nie dysponują wielkimi budżetami promocyjnymi, niezależność artstyczna i komfort pracy są w mojej opinii tego warte. Ale „dla każdego coś miłego...“
Uczestniczyłaś we wrocławskich muzycznych dżemach. Jak to wspominasz?
Ciągle w nich uczestniczę, bo mieszkam we Wroclawiu, a Wrocław jest miastem spotkań :) Nawet przedwczoraj miałam okazję być na fantastycznym dżemie, podczas którego wlazłyśmy na scenę w 7 wokalistek i wraz z muzykami udało nam się stworzyć niepowtarzalny klimat wieczoru, myślę że i dla publiczności i dla nas wszystkich. Na scenie pojawiły się m.in. Natalia Lubrano, Natalia Grosiak, Marcelina Stoszek czy Ania Kłys. To jest we Wrocławiu cudowne, że wychodzisz wieczorem do klubu i zawsze spotykasz tylu znajomych, świetnych muzyków, których możesz posłuchać i z którymi możesz pograć i porozmawiać. To chyba najlepsza szkoła, taka interakcja i improwizacja na scenie oraz słuchanie. Kilku moich znajomych muzyków z Warszawy miało okazję być na takim dżemie we WrocLove i wiem, że zazdroszczą nam klimatu jaki tu panuje.
Premiera Twojej najnowszej, solowej płyty odbędzie się już niebawem. Czytałem, że śpiewasz na niej zarówno po polsku jak i po angielsku. Jak myślisz, śpiewanie w jakim języku jest bardziej opłacalne? Będziesz próbowała dotrzeć ze swoim materiałem na rynki inne niż polski?
Gdybym kalkulowała opłacalność śpiewania, to musiałabym śpiewać w Polsce tylko i wyłącznie po polsku, najlepiej o nieszczęśliwej miłości i jeszcze dobrze, gdyby było to coś z popularnego gatunku dance lub techno. Na etapie tworzenia płyty nie można kalkulować. To nie jest produkcja jogurtów, tylko sztuka, która się po prostu dzieje. Niektóre piosenki powstały same z siebie po angielsku, a inne po polsku. Robienie czegoś na siłę zawsze jest skazane na niepowodzenie – taka przynajmniej jest moja wiedza empiryczna.
Póki co, krążek promują bardzo optymistyczne piosenki. Czy z całej płyty też będzie biła tak pozytywna energia?
Płyta jest momentami radosna, a chwilami bardzo refleksyjna. Jestem zodiakalnym bliźniakiem, więc pewnie tym większe mam predyspozycje do tego, aby nosić w sobie skraności. O ile w życiu staram się iść drogą środka, o tyle w muzyce pozwalam sobie na uchwycenie momentu o konkretnych odcieniach. To jak robienie zdjęć, z których jedno zostało wykonane w chwili gdy płakałeś, a inne gdy się śmiałeś. Oba są Tobą, oba są prawdziwe. Wiem, że ludzie lubią szufladkować i fajnie byłoby móc powiedzieć – płyta Alicji Janosz jest taka a taka (i tu wklejamy konkretną łatkę), ale ja nie jestem ani zawsze szaleńczo uśmiechnięta, ani permanentnie skrajnie depresyjna. Moja płyta jest więc kolorowa, a wśród tych kolorów znajduje się także szarość.
Jak wyglądał proces tworzenia klipu do utworu "Jest jak jest"? Jesteś zadowolona z efektu?
Autorem teledysku do „Jest Jak Jest“ jest Kuba Klawikowski, który aktualnie siedzi nad montażem klipu do mojego drugiego singla - piosenki „I woke up so happy“. Poznaliśmy się przy okazji realizacji koncertu DVD HooDoo Unplugged, jaki zarejestrowaliśmy w maju tego roku w CS Imprart we Wrocławiu, a który mamy zamiar niebawem wydać wraz z płytą CD. Ponieważ ogromnie spodobał mi się trejler (niebawem się ukaże w sieci), który jest zapowiedzią wydawnictwa, o którym wspomniałam, a którego Kuba jest autorem, postanowilam zaproponować mu współpracę przy mojej solowej płycie. Jego pomysł na klip do „Jest Jak Jest“ był dla mnie od początku w 100% trafiony. Staraliśmy się zebrać jak najwięcej pomysłów na przedstawienie słów w nietypowy sposób, a ponieważ byliśmy z moim mężem w trakcie finalizacji produkcji i miksowania płyty (co naturalnie było dla nas priorytetem), a jedocześnie wykańczaliśmy nasze mieszkanie, mało wtrącaliśmy się Kubie do jego pracy. Z resztą nie było trzeba, bo moim zdaniem wykonał ją fantastycznie.
Jakie są Twoje muzyczne plany po wydaniu solowej płyty?
Wczoraj powstała w naszym domowym studio „PEACE“ nowa piosenka, która przypuszczam, że otworzy mój kolejny krążek. Tym razem nie pozwolę sobie na 9 lat przerwy i mam nadzieję, że już w przyszłym roku uda nam się wydać zarówno HooDoo Unplugged, jak i moją kolejną solową płytę. Mamy również z HooDoo zaresjestrowanych ponad 20 utworów, które udało nam się nagrać podczas tygodniowej sesji nagraniowej w studio RecPublika z gwiazdą chicagowskiego bluesa – Carlosem Johnsonem. Bardzo chcemy, aby ten projekt wreszcie ujrzał światło dzienne, mamy nadzieję, że również poza granicami naszego kraju.
Powodzenia i dziękuję za wywiad!
Rozmawiał: Jakub Sommerfeld
Foto: Anna Powierza
Znani dla FZ